Rzeczy (nie) są oczywiste

Dysonans III (2020) Bartek Jagniątkowski

Przez całe dekady tkwiłem w przeświadczeniu, że o pewnych zjawiskach nie ma potrzeby mówić, bo są wszystkim znane; że są prawdy uniwersalne; że pewne sprawy są aksjomatami albo stanowią wiedzę powszechną; że są kwestie, których absolutny brak złożoności nie podlega dyskusji; że

pewne tematy są oczywiste.

„Mały poradnik życia” — taki tytuł nosi mała książeczka, którą w latach ’90 ubiegłego wieku w ramach romantycznego prezentu wymieniliśmy się z moją ówczesną partnerką. Rodzice amerykańskiego nastolatka chcąc go wesprzeć w czasie wyprowadzki z rodzinnego domu przygotowali serię obserwacji i porad w założeniach ułatwiających życie (zapewne nieświadomi faktu, że tego typu podpowiedzi nie działają i każde następne pokolenie popełnia dokładnie te same błędy). Pośród porad stricte pragmatycznych („nie wrzucaj do prania rzeczy czarnych z białymi”) i tych dotykających świata nieco bardziej metafizycznego („nigdy nie rozcinaj tego, co można rozwiązać”) była ta jedna, szczególnie bliska naszym nastoletnim sercom:

347:
nigdy nie przegap okazji, żeby powiedzieć komuś, że go kochasz.

W tym prostym symbolu, w jednym skrócie — w trzech cyfrach — została zawarta piękna idea miłości i przypomnienie, aby przy każdej nadarzającej się okazji tę miłość okazywać i o niej mówić. Zaadaptowaliśmy ten symbol na potrzeby naszego związku, stał się tak bardzo „nasz”, że wystarczało nam powiedzieć „347” i obie strony wiedziały wszystko, co chcieliśmy sobie przekazać.

Na własne potrzeby stworzyliśmy oczywistość.

Problem w tym, że z czasem kompletnie uleciał nam prawdziwy sens słów kryjących się pod tymi trzema cyferkami, umknęło prawdziwe znaczenie tej naszej oczywistości. „347” stając się ekwiwalentem „kocham cię” z czasem zaczęło jednocześnie tracić na sile, wymowie i znaczeniu. Piękny u podstaw symbol ulegał dewaluacji, stając się zamiennikiem, erzacem, pseudonimem uczucia, pozostawiając swoje prawdziwe znaczenie „w domyśle”, nie przywołując go dosłownie, systematycznie rozmywając jego wartość.

Oczywistość „347” stała się niejako wytrychem do rzeczywistości — semantycznym skrótem zwalniającym z myślenia, z głębszej refleksji, z uważnej rozmowy, z potrzeby komunikowania, z odpowiedzialności za zrozumienie i bycie zrozumianym przez drugą stronę.

Oczywistość przestała być oczywistością pomimo bycia zrozumiałą dla obu stron.

Oczywistość sama w sobie wynika z założenia, że druga strona związku, spotkania, rozmowy czy konfliktu rozumie, o co nam chodzi, dostrzega implikacje i niuanse związane z tematem rozmowy czy dyskutowanym problemem, rozumie nasze pragnienia i towarzyszące nam uczucia.

W przypadku związków romantycznych dochodzi dodatkowa warstwa narzucona kulturowo i społecznie — definiowanie miłości jako jedności umysłów i porozumienia bez słów — z jaką żyjemy od wieków i jaką nieustannie wtłacza nam do głów od czasów romantyzmu literatura i film. Mimowolnie, pod wpływem otoczenia i powtarzanych schematów nasza świadomość kształtowana jest wokół aksjomatu, że prawdziwe porozumienie to komunikacja bez słów, „połączenie dusz” i „czytanie w myślach”. Powtarzamy i trzymamy się tych samych mechanizmów, które poznaliśmy i których nauczyliśmy się w dzieciństwie obserwując naszych bliskich, a potem w czasie dojrzewania, poznając rodziny naszych znajomych, doświadczając wzorców obecnych w innych związkach, poznając naszych pierwszych partnerów i tworząc nasze własne relacje z nimi: u mnie w domu nie mówiło się o uczuciach i emocjach, więc nie będę mówił o tym, jak się czuję; on mnie tak kocha, potrafi niemalże czytać w moich myślach; jak mnie kocha, to powinien się bardziej o mnie postarać; przeżyliśmy razem tyle lat, nie widzę potrzeby, żeby o tym mówić; nie będę nic tłumaczyć,

jak mnie kocha, to się domyśli.

Jeśli mnie kocha, to oczywiście, że domyśli się, że nie odzywam się z tego czy innego powodu — nie ma potrzeby o tym rozmawiać.
Skoro na pytanie „co się dzieje?” odpowiadam „nic się nie dzieje”, to oczywiście, że druga strona ma się domyślić, że absolutnie coś się dzieje; mało tego — ma domyślić się co się dzieje i jak temu zaradzić, naprawić, zmienić.
Jeśli druga strona nie domyśla się, dlaczego się wściekam, to oczywiście, że mam prawo wściekać się tak długo, aż domyśli się albo sytuacja eskaluje do nieogarnialnych rozmiarów, doprowadzimy do wrzenia, awantury, pokłócimy się i eksplodujemy w złości — skoro nie rozumie mnie bez słów, to taki związek nie jest „tą miłością”, o której mówią w książkach i jakiej ja chcę.

Oczywistość — zamiast rozwiązać problemy — wszelkie wątpliwości pozostawia w domyśle, tworząc trudną do zrozumienia dodatkową warstwę abstrakcji między problemem, oczekiwaniem a chęcią.

Pozostawiamy rzeczy w domyśle, komunikujemy się przez zaniechanie, przez pominięcie czy niedomówienie z różnych powodów: czasami z lenistwa, często z wygody, najczęściej chyba jednak ze strachu — łatwiej jest pozostawić niewypowiedzianą, niejednokrotnie trudną do zakomunikowania drugiej stronie myśl, emocję czy uczucie, niż przyznać się do własnych błędów, wstydliwych nierzadko pragnień czy potrzeb z obawy przed postrzeganiem nas jako głupich, naiwnych, egoistycznych, pesymistycznych, nieprzystosowanych czy „zboczonych”. Wolimy zostawić coś niedopowiedziane, niedookreślone licząc na to, że „samo się” rozwiąże czy wyjaśni, może ktoś podejmie za nas trudną decyzję, może zadecydują „okoliczności”, może po prostu „jakoś to będzie”.
Łatwiej też w przypadku porażki czy niepowodzenia zrzucić winę z nas samych na okoliczności, na innych ludzi, pecha i złośliwy los.

Nazywanie rzeczy po imieniu, jasne i klarowne komunikowanie potrzeb czy pragnień wymaga pewności siebie, odwagi i wewnętrznego przekonania co do słuszności własnych potrzeb i pragnień. Wymaga również siły w przypadku napotkania odmowy czy wręcz odrzucenia.

Jednak wszędzie tam, gdzie pozostawiamy otwartą możliwość interpretacji za każdym razem wprowadzamy do komunikacji element ryzyka, że zostaniemy źle zrozumiani, bo nasza oczywistość wcale nie jest oczywistością drugiej strony: począwszy od religijnych dogmatów, postrzeganiu roli kobiet (które bywa diametralnie różne dla różnych społeczności), poprzez interpretację znaczenia bieli i czerni w różnych kulturach aż do zwykłych błędów słownikowych czy logicznych w rodzaju „bynajmniej ja tak uważam” czy tak „trywialnych” tematów, jak potrzeby seksualne, o których najczęściej nie potrafimy otwarcie mówić.

Według stoicyzmu żyjemy w wyobrażeniu o tym, jak wygląda świat i w jaki sposób go doświadczamy, a nie w faktycznym stanie rzeczy o tym świecie: każdy z nas odrobinę inaczej postrzega kolory, smaki, zapachy, doświadcza inaczej wydarzeń, inaczej przeżywa i wyraża emocje. Relatywizm doznań i wrażeń pochodzących z obcowaniem ze światem powoduje, że pojęcie oczywistości pozostaje niejako w nieustannym oderwaniu od realiów:

każde wyobrażenie oczywistości pozostaje prawdziwe tylko dla konkretnej jednostki, nigdy dla ogółu.

Nie pozostawiając niczego w domyśle z pewnością niejednokrotnie komunikujemy banały bądź coś, z czego druga strona doskonale zdaje sobie sprawę, tym niemniej nie pozostawiamy żadnej przestrzeni na ambiwalencję: oczywistość przestaje być semantycznym abstraktem, a zaczyna być konkretem — nazwaną i określoną naszą wersją rzeczywistości.

To ambiwalencja naszych niezwerbalizowanych myśli, zamierzeń, uczuć i emocji powoduje zamieszanie, zbędną konsternację i wahanie w budowaniu porozumienia. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że

nie ma oczywistości — dla każdego człowieka oczywistością będzie inny kawałek rzeczywistości współdzielonej z innymi ludźmi.

Wystarczy spojrzeć na konflikty wewnątrz homogenicznych wydawałoby się grup (partie polityczne) czy rozłamy wśród grup zjednoczonych wokół jednego punktu zainteresowań (kibice sportowi). Nawet schematy zachowań będące częścią naszego instynktu stadnego czy też zbiorowej świadomości nie są wszędzie jednakowe — chociażby wskazywanie palcem, które nie jest tak uniwersalne, jak myśli o tym człowiek wychowany w zachodniej kulturze. I nawet jeśli jest to tak marginalna różnica, to wciąż istnieje.
Błędna interpretacja nawet tak małego zachowania, jak „pokazywanie inną częścią ciała, niż palec” może powodować problemy w porozumieniu, a co dopiero różnice spowodowane odmienną interpretacją partyjnych sloganów czy haseł.

Skoro wszystko jest kwestią indywidualnej interpretacji rzeczywistości i jest nierozerwalnie połączone z indywidualnym punktem widzenia, rozumowania o dyskutowanym zjawisku czy postrzegania konkretnego wydarzenia, to w jaki sposób możemy mówić, że coś jest „oczywiste” w kontekście postrzegania świata przez innych ludzi?

Dopiero nazwanie rzeczy explicite, wskazanie różnic — choćby tym metaforycznym nawet palcem — i wyjaśnienie, jak my postrzegamy dane zjawisko powinno zminimalizować możliwość błędnej interpretacji po stronie naszego rozmówcy.

Nic nie powinno pozostać w domyśle — nawet jeśli to dla nas „oczywistość”.

Komunikacja oparta na objaśnianiu i tłumaczeniu wszystkiego może wydawać się przesadna, zbyt powtarzalna albo nudna, skoro jednak budujemy świat opierając się na naszych wyobrażeniach o nim, dajmy innym możliwość poznać naszej wersji tych wyobrażeń.

Dzielmy się naszymi obserwacjami jak najpełniej i jak najczęściej to będzie możliwe, może wtedy oczywistość stanie się nieco bardziej uniwersalnym pojęciem, niż wydaje nam się, że jest nim teraz.

This essay is also available in English.

--

--

--

Best dad in the whole world / Philosopher / Writer / Mentor / Lecturer / sometimes Product Designer / https://jagniatkowski.net

Love podcasts or audiobooks? Learn on the go with our new app.

Get the Medium app

A button that says 'Download on the App Store', and if clicked it will lead you to the iOS App store
A button that says 'Get it on, Google Play', and if clicked it will lead you to the Google Play store
Bartek Jagniątkowski

Bartek Jagniątkowski

Best dad in the whole world / Philosopher / Writer / Mentor / Lecturer / sometimes Product Designer / https://jagniatkowski.net

More from Medium

On Total Effort

The-dangers-of-meta-to-teens

Shawshank Redemption(1994)Review: Hope vs. Fear

My First.